|
Wspomnienia mieszkańców Nocne śpiewy Władysław Front pochodził z osiedla Jaworskie w Zawoi. Dziewczyna, którą sobie upatrzył, z osiedla Siwcówka w Stryszawie. Front chodził do swojej ukochanej przez górę, która dzieli obie miejscowości, na skróty. Wracając nocą ze Stryszawy głośno śpiewał, żeby dodać sobie odwagi w ciemnym lesie. Mieszkańcy okolicznych osiedli, słysząc te śpiewy, życzyli mu szybkiego ożenku a sobie? ciszy nocnej. W końcu poślubił Annę Siwiec ze Stryszawy i zamieszkał na Siwcówce. W lesie nastała cisza. Pierwsze obrazy Władysław Front wspominał, jak malował po raz pierwszy farbami olejnymi. Farby te kupiła mu kierowniczka szkoły w Zawoi Wełczy - pani Ostrowska. Pełen zapału zabrał się do malowania, ale okazało się, że nie wie jak gruntować płótno i jak malować. Farby przelały się na drugą stronę płótna. Wyszedł fatalny obraz "kudłaty i paździorowaty". Do wszystkiego dochodził sam metodami prób i błędów. Pierwszy udany obraz farbami olejnymi przedstawiał szkołę w Wełczy i okolice wokół szkoły. Kwiatowa pasja Drugą po malowaniu pasją W. Fronta były kwiaty. Od dziecka sadził kwiaty, przesadzał polne rośliny do ogródka. Umiał szczepić drzewka. Później kupował nowe rośliny lub sprowadzał z dalekich stron. Jego chlubą był ogród pełen klematisów, róż, krokusów, dzikiego wina, jaśminów. Uważał, że ludzie powinni dbać o swoje domostwa i upiększać je kwiatami. Jak Front malował Hitlera Gdy wybuchła II wojna światowa, w domu Frontów na Siwcówce Niemcy utworzyli strażnicę graniczną. Prawowici właściciele gnietli się w jednym pomieszczeniu a pozostali tam tylko dlatego, że Niemcom spodobały się obrazy gospodarza. Raz kazali Frontowi namalować portret Hitlera. Sam malarz wspominał, że malował, bo musiał, ale tak się czuł, jakby mu kazali cały dzień pieprz jeść. Sukienka córki Jeden z Niemców podczas II wojny światowej przyszedł do W. Fronta ze zdjęciem swojej zmarłej córeczki. Zapragnął, żeby malarz ze zdjęcia namalował portret dziewczynki. Obraz udał się znakomicie. Wzruszony Niemiec obiecywał, że da mu wszystko, czego tylko zapragnie. Malarz poprosił tylko o sukienkę ze zdjęcia dla swoich córek. Tej sukienki nie dostał, ale otrzymał z Niemiec paczkę pełną innych strojów dziewczęcych. Po wojnie niektórzy Niemcy wracali na Siwcówkę i kupowali obrazy Fronta. Malarz Babiej Góry Władysław Front pochodził z Zawoi Jaworskie. Z tego osiedla roztacza się piękny widok na Babią Górę, która była jego ulubionym motywem malarskim. Ze Stryszawy wystarczy wyjść na Kolędówki, by podziwiać Królową Beskidów. Malował ją o każdej porze roku, w różnych porach dnia. Przewodnik babiogórski Władysław Front wytyczał szlaki na swoją ukochaną Babią Górę. To on montował klamry przy żółtym szlaku tzw. Akademickiej Perci. W latach trzydziestych był jednym z budowniczych schroniska na Markowych Szczawinach. Otrzymał honorową funkcję przewodnika po Babiej Górze. Nie mógł się pogodzić z tym, że niektórzy turyści zaśmiecają przyrodę i niszczą szlaki. Gawędziarz Dar bajania, opowiadania - to kolejna cecha Fronta. Wieczorami opowiadał dzieciom przeróżne, często ubogacane historie o walce z ogromną żmiją, o strasznej burzy a Babiej i dziwnych zjawiskach wśród ludzi i przyrody. Jego opowieści były chętnie słuchane przez wszystkich. Był wesoły, uśmiechnięty, pełen życzliwości dla turystów, sąsiadów i letników. Ady jo nie zegar? Malarz żywo interesował się polityką, namiętnie czytywał gazety, lubił oglądać telewizję, był ciekawy wszystkiego, co dzieje się w świecie. Gdy troskliwa żona zastawała go w nocy na czytaniu i pytała: - "Władusiczku, aby wiesz która godzina?" Odpowiadał: - Ady jo nie zegar, co mnie godziny obchodzą! |
||
|
|
||